A GDYBY TAK ZAUFAĆ…

„Nic bardziej nie wzmacnia człowieka, niż okazane mu zaufanie.”

Adolf Harnack

Na początku było słowo, albo chaos. Jeśli jednak spojrzeć na to w kontekście przywództwa i jego natury, to jestem skłonna  zaryzykować twierdzenie, że mimo wszystko na początku było zaufanie. Nie ja jedna jestem tego zdania. Wiele na temat roli zaufania w przywództwie powiedział Stephen M.R. Covey i Greg Link w książce “Mądre Zaufanie. Jak w czasach kryzysu zaufania budować dobrobyt oraz wyzwalać energię i radość”. S. Covey uważa również, że poziom zaufania, jakim darzą lidera jego pracownicy, jest testem na przywództwo służebne. 

Wracając jednak do podstaw. Mogłoby się wydawać, że ludzkość nie jest gatunkiem obdarzonym talentami gwarantującymi przetrwanie. Nie jesteśmy ani najsilniejsi ani najszybsi. To, co w czasach prehistorycznych, w erze, kiedy prowadziliśmy gromadny tryb życia pozwalało nam przetrwać to… zaufanie właśnie. Ufaliśmy innym, że nas zbudzą w przypadku zagrożenia, że nie zapomną o nas. Tak funkcjonowało plemię. Wszyscy polegali na sobie, bo taka była wyższa konieczność. 

Dzisiaj również zaufanie odgrywa kluczową rolę w naszym życiu. Największe przełomy jakich doświadczamy opierają się na wierze w innych ludzi i ich umiejętności czy obietnice: w operującego nas lekarza, w małżeństwo, w pilota podczas lotu samolotem itd. Musimy komuś zaufać, gdyż sami sobie nie jesteśmy w stanie zapewnić wszystkiego. Dzięki temu jesteśmy w stanie przekraczać pewne granice, zmieniać otoczenie, polepszać swój stan, rozwijać się przez doświadczanie. 

Zaufanie jest podstawą. Siłą wiodącą i sprawczą. Dlaczego tak rzadko o nim mówimy? Dlaczego jest nieobecne w naszej świadomości? Jest nieuchwytne. Nie można się go nauczyć, wyćwiczyć, kupić. To nie jest jedna z wielu naszych umiejętności zdobytych na studiach czy podczas licznych kursów. Co więc decyduje, że ufamy komuś, lub że ufa się nam?

O tym decyduje kilka fundamentalnych spraw:

To, co wiele lat temu mogło nas ocalić i to, co ratuje nas teraz to wspólnota. Bez zaufania nie da się jej stworzyć. To właśnie poczucie bycia razem w pełnym zaufaniu od zarania dziejów pozwala nam przetrwać i się rozwijać. 

W każdym środowisku wspólnota jest podstawą rozwoju. Bez niej zespoły nie osiągną celu, bo będą wolnymi elektronami ograniczonymi przestrzenią. Każdy będzie błądził po własnej orbicie nie mogąc polegać na innych. Stworzy się chaos.

Trzeba sobie zaufać, aby być razem i wspólnie iść do wybranego celu, a tym samym doświadczać, zdobywać wiedzę, poznawać, uczyć się na błędach, będąc asekurowanym przez członków wspólnoty, a przede wszystkim przez przywódcę.

Ufając członkom zespołu, można zdobyć ich zaufanie. Posiadając zaufanie grupy przywódca może uznać się za przywódcę służebnego.

“Jeśli jesteś autentycznym liderem służebnym, ludzie ufają ci niemal bezgranicznie.”

Wspomina też o tym, jaka jest różnica pomiędzy liderem hierarchicznym, pozycyjnym a służebnym. Ten pierwszy pożąda kontroli, pragnieniem tego drugiego jest wyzwalanie w ludziach kreatywności i posiadanych przez nich talentów właśnie poprzez zaufanie. Lidera służebnego cechuje głęboka wiara w ludzi i ich potencjał.

Aby zaufanie mogło się pojawić w danej wspólnocie czy zespole potrzeba jeszcze jednej ważnej rzeczy – bezpiecznej przestrzeni. Tam gdzie panuje lęk, nigdy nie będziemy mogli zaobserwować zaufania. Członkowie zespołu muszą otrzymać przestrzeń od lidera w której będą czuć się bezpiecznie. W której będzie miejsce na błędy i przyznanie się do bezradności.

Tylko w taki sposób, służąc swojej wspólnocie lider może zbudować fundamenty zaufania i sprawić, aby każda jednostka jak i cały zespół rośli w siłę, dając z siebie to, co najlepsze, rozwijając swoje umiejętności i stając się bogatszymi ludźmi.

Fot. by Lauren Lulu Taylor